poniedziałek, 10 października 2011

O prawie własności

Jak widać, oto jest pierwsza notka o tagu "codzienność". Długo zastanawiałem się czy tag taki w ogóle na tym blogu umieszczać. Ostatecznie umieściłem, toteż będę w nim opisywał to co dzieje się w świecie rzeczywistym- AD 2011.


By trochę rozjaśnić rzeczywistość tego świata chciałbym się pokrótce przedstawić. Otóż jestem studentem ostatniego roku historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, obecnie przebywającym na praktykach w San Cristobal de la Laguna na Teneryfie. Praktykuję tu w Archiwum Historycznym. Choć normalnie specjalizuję się w średniowieczu, to na praktykach zajmuję się porządkowaniem XVIII wiecznym papierów niejakiego Vincente Ortiza. Fajny facet, choć strasznie brzydko pisał. W Hiszpanii, jak to w Hiszpanii, zawsze tranquilo i mańana, toteż mam trochę czasu na pisanie. Trochę nie znaczy wcale zbyt dużo.


Większość swego czasu spędzam bowiem na przygotowywaniu swej pracy magisterskiej. Czas goni, więc owa "większość" w coraz większym stopniu jest "większa". Chciałem co ciekawsze z niej części umieszczać na tym właśnie blogu, jednak po dłuższym zastanowieniu wstrzymałem  się. Wiele mówi się bowiem ostatnio o prawie do własności intelektualnej.


Choć wiem, że to co napisałem jest moje, to jednak nie wiem czy każdy się ze mną w tej materii zgodzi. Jakże by mi zaś było przykro, gdyby się okazało, że moja magisterka w dużej części jest nieudolnie "skompilwana" z bloga niejakiego Adama z Krakowa. Czy dałoby się to jakoś wyjaśnić programowi anty-plagiatowemu? Niestety nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, wiec to pytanie muszę zadać czytelnikom lepiej wyedukowanym prawniczo. Jak wygląda prawne uregulowanie własności intelektualnej zamieszczonej na blogu? Czy jestem właścicielem tego co napisałem? W jaki sposób mógłbym udowodnić, że Adamus Cracoviensis to właśnie ja? I jak ostatnie, czy mogę umieszczać posty z pracy magisterskiej czy też nie?


Zachęcam do komentowania i dyskusji. Za wszystkie odpowiedzi będę szczerze zobowiązany.

7 komentarzy:

  1. Z tego, co mi wiadomo, to Twoja praca magisterska pozostanie Twoją. To znaczy masz swoje niezbywalne i dożywotnie osobiste prawa autorskie (w tym prawo do podpisania dzieła swoim nazwiskiem lub pseudonimem, stąd Adamus Cracoviensis byłby na miejscu;)
    Inaczej rzecz się ma jeśli chodzi o autorskie prawa majątkowe, które skupiają się wokół tzw. monopolu autorskiego, szczególnie uwzględnia się uprawnienia ekonomiczne. Możesz więc rozporządzać pracą na wszystkich polach eksploatacji, tzn. drukować, powielać, opublikować na swoim blogu lub nawet i wydać (czego życzę;). Ale właśnie o te pola eksploatacji się rozchodzi - pamiętam, że przy wprowadzaniu pracy do systemu APD trzeba przenieść na Uniwersytet prawo do opublikowania dzieła, przy czym chyba tylko na rok.
    Mam nadzieję, że się nie pomyliłam i wniosłam coś do sprawy, pozdrawiam z nad pysznej kawy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej, wiesz, że nigdy się nad tym wcześniej nie zastanawiałem? Podejrzewam, że sam bezmyślnie opublikowałbym jakieś spore fragmenty swojej pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ja właśnie nie jestem pewny... No bo jeśli to co pisze na blogu pod pseudonimem jest moją własnością, jak napisała Monajka, to dlaczego nie miógłbym tego użyć w magisterce? To tak jak z artykułami... chyba mogą być wcześniejsze artykuły, które wykorzystuje sie w swojej pracy. A czy prawo własności uniwersytetu nie dotyczy tylko całości pracy? Co za prawniczy bełkot

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się (niejasny przebłysk, o tej godzinie po przeglądnięciu tysiąca rekordów wyspiarskiej biblioteki, to nie wiem, czy geniuszu, czy głupoty) podpowiada mi, że oddając magisterkę podpisujesz, że nie publikowałeś wcześniej wyników swojej pracy.
    A propos prawniczego "bełkotu" - jest coś takiego jak autoplagiat - czyli publikowanie już opublikowanych fragmentów lub całości pracy w nowym wydaniu.
    Podobno profesorowie tak zarabiają, co roku drukując nowe wydanie podręcznika, w którym zmienili trzy przecinki ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro profesorowie tak zarabiają, to chyba proceder nie jest aż tak naganny. Trzeba brac przykład z doswiadczonych;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chciałam tylko dodać, że program antyplagiatowy pozwala na ok. 30% plagaitu (choc to chyba zależy juz od uczelni), czyli ok. 30 % pracy może być wtórne.

    Nie wszystkie uczelnie mają wyłączne roczne prawo do publikacji. I według mojej wiedzy dotyczy to tylko całości pracy - ale moja wiedza nie pochodzi od prawnika, tylko od współstudiujących...

    Ja natomiast próbuję rozgryźć czy jeśli teoretyczni spadkobiercy żyją, ale nie wiadomo czy to oni właśnie są spadkobiercami - to czy zauważą, że wydam książkę z tekstem ich pra-pra-ciotki i czy bedą z tego problemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm. Myślę, że na pewno, ale to Monajka sie lepiej na tym zna.

    OdpowiedzUsuń