czwartek, 13 października 2011

O herezji

Choć pamiętam, że obiecałem następną notkę o torturach, stosach i tym podobnych to jednak powyborczy nastrój skłonił mnie do wzięcia przykładu z przywódców państwa i wyjaśnienia czytelnikom, że bardzo chciałbym, ale nie mogę. Nie mogę zaś dlatego, że by wyjaśnić sens tych wszystkich interesujących rzeczy muszę napisać najpierw słów kilka o torturowanych i spalanych, czyli o heretykach. Wszystkich zawiedzionych tą zmianą tematu bardzo przepraszam i obiecuję, że zadość uczynię obietnicą umieszczając w kolejnych notkach rzeczone stosy i tortury. Tymczasem jednak herezje. 

Herezje towarzyszą chrześcijaństwu niemal od samego początku. Wynika to z trudności i niejednoznaczności w pewnych aspektach nauki Jezusa. Już apostołowie spierali się komu i jaką naukę głosić. Okres starożytnych soborów powszechnych zaowocował ustaleniem jednej prawdy i co za tym idzie potępieniem tych którzy wierzyli inaczej. Tak właśnie potępiono Ariusza, Maniego i innych. Powody były różne. Od istoty Chrystusa zaczynając na koncepcji dobra i zła kończąc.

Gwałtowny koniec starożytności przyniósł też koniec tego typu problemów. Stosunkowo szybko rozgoszczeni na zachodzie barbarzyńcy przyjęli prawowierną wiarę i na kilkaset lat problem herezji istniał tylko w rządzonym silną ręką cesarz Bizancjum.

Sytuacja zmieniła się w XII wieku. Wtedy to na południu Francji wyrosła potężna herezja katarów (gr. katharoi- czyści). Niedługo potem wykiełkowały herezje: waldensów, begardów, beginek, dulcynian, husytów i wiele innych. Herezje średniowieczne były liczne a ich wyznania ciekawe, stąd wiele spośród nich zostanie opisane na tym blogu dokładniej. Kościół zareagował na nową sytuację powołując zakon dominikanów, których teologiczne wykształcenie pozwalała na dysputę z heretykami (czego nie można było powiedzieć o ówczesnym klerze diecezjalnym), rozsyłaniem inkwizytorów, w sytuacjach zaś ekstremalnych krucjatą.

Tak więc "psy pańskie" (domini canes) nawracały, inkwizytorzy sądzili, krucjaty (jak to krucjaty) paliły, gwałciły i rabowały. Niełatwy był los średniowiecznych heretyków, tym bardziej zastanawia ich powodzenie i siła oddziaływania i wytrwałość w trwaniu. Jedni widzieli i chcą widzieć w nich obrońców wolności myśli człowieka, inni degeneratów. Gdzie zaś leży prawda? Zapewne gdzieś po środku. Stad potrzeba trochę wysiłku by do niej dotrzeć.

1 komentarz:

  1. Bardzo ładnie napisane! Tylko rozumiem wujek, że nie masz zbyt wiele czasu, ale jak byś w tym wpisie pociągnął wątek pierwszych z wymienionych herezji - a dokładnie to: "Tak właśnie potępiono Ariusza, Maniego i innych", byłoby super! :)

    OdpowiedzUsuń