czwartek, 29 września 2011

Słowo wstępu lub Scio quid faciam


Scio quid faciam- wiem co uczynię. Te słowa ewangelista Łukasz wkłada w usta zarządcy, zwolnionego ze swej służby. Zarządca wie co uczyni, oszuka swego pana, by od jego dłużników uzyskać pomoc- wybawienie w życiu doczesnym. Jan z Frankensteinu naucza, że zarządca nie uzyskał zbawienia ani na ziemi, ani tym bardziej w niebie. Nie powinno to też nikogo dziwić. Dzieło jego, bowiem nie tylko było niegodziwe, ale nade wszystko nie specjalnie, zdaje mi się, dobrze przemyślane. W sytuacji takiej może zastanawiać, dlaczego takie właśnie verba thematis wybrałem dla pierwszego wpisu na swym blogu. Sądzę jednak, że ci, którzy zechcą dłużej i bardziej czynnie mi towarzyszyć, zrozumieją czemu padły tutaj te słowa. Mam nadzieję, że skłonię ich także do refleksji nad innymi sprawami. Nie uprzedzajmy jednak faktów i zacznijmy od początku.

Quid faciam? Sądzę, że na to pytanie odpowiedzieli sobie już nawet co mniej lotni czytelnicy. Będę pisał bloga. Dlaczego? Wydawać by się mogło, że z powodu mody, lub też chęci podbudowania swojego "ego". Cóż bowiem bardziej może podbudować ego mężczyzny niż "zlajkowany" na facebooku przez przyjaciół blog? W czasach takich jak nasze- mało heroicznych- trudno zbudować posąg trwalszy niż ze spiżu. Nie ta jednak myśl mi przyświeca. Średniowieczny mnich w tym miejscu napisałby zapewne, że niegodny jest i zbyt pokorny by zajmować się takimi doczesnymi sprawami. Ja tak nie napiszę. Mój zasadniczy cel jednak jest inny.

Internet jako cudowny wynalazek pozwala ludziom przekazywać pomiędzy sobą dobra intelektualne niemal bez ograniczeń. Niestety tak jak i każdy genialny wynalazek ma też swoje minusy. Ileż to razy nasłuchaliśmy się lub naczytaliśmy o szkodliwym działaniach Internetu. Nie będę tutaj ich wymieniał, jednak niestety muszę po części zgodzić się z kontestatorami. Podobnie jak dynamit otworzył nowe horyzonty przed ludzkością i został wykorzystany do szerzenia śmierci, tak też i Internet, choć wiele mógłby ułatwić, to nie zawsze ułatwia. Ta myśl głównie przyświeca mi gdy zakładam swego bloga. W blogach bowiem właśnie widzę ogromny potencjał. Możliwość dzielenia się swymi przemyśleniami, przekazywania informacji i ścierania poglądów w dyskusji.     

O czym dokładniej chce pisać? Tytuł mojego bloga nie mówi o tym jednoznacznie. Może troszkę więcej powie, jeśli przyznam, że jest on zlatynizowaną i uśredniowiecznioną wersją mojego imienia. Słusznie domyślasz się czytelniku, że będzie tutaj mowa o średniowieczu. Jestem historykiem i to w tej materii właśnie pragnąłbym zabierać głos. Średniowiecze, to epoka, w której się specjalizuję, jednak będzie ona tylko jedną z kilku spraw którą zamierzam się zająć. Jakie są inne? W jednym sformułowaniu można określić je jako problemy polskiej historii jako nauki. Żywię bowiem głębokie przekonanie, że internet z inicjatywami takimi jak ta, mógłby zaradzić wielu bolączką polskiej historii: zaściankowości, anachroniczności, niechęci do metodologiczno- filozoficznych rozważań, brakowi dostępu szarego człowieka do szerszej informacji źródłowej i przede wszystkim nieumiejętności prowadzenia dyskusji.  Dlatego właśnie na mym blogu odnajdziesz drogi czytelniku: próby opisania historycznej polskiej codzienności, przemyślenia metodologiczno- filozoficzne na temat historii, refleksję praktyczną, a także linki i opis ciekawych i pomocnych dla historyka, lub osoby interesującej się historią stron internetowych. Mam nadzieję, że dzięki Tobie dojdzie tutaj również do produktywnej dyskusji i wymiany myśli.

Czy dzieło moje będzie trwalsze niż ze spiżu? Tego nie wie nikt. Scio enim quid faciam. Dołożę wszelkich starań, by każde wejście zapewniało Ci intelektualną rozrywkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz